wtorek, 4 sierpnia 2015

Autostop 1., Dzień 1. Lubiąż - Drezno/Hitchhike 1st, Day 1st: Lubiąż - Dresden

[przez kilka najbliższych tygodni będę próbowała streścić Wam po krótce jako to z Dagą przejechałyśmy przez Europę stopem. pierwsze notki będą bardziej techniczno-rzeczowe, natomiast w ostatniej wszystko podsumuję i może nawet uraczę krótkim filmikiem z przygody]
[during next couple of weeks I'll be trying to share how me and Daga hitchhiked through Europe. first posts will be rather facts, reflections will be saved for the last one in which I may also share a short video from the adventure with you]

Dzień 1., 12.07.2015, niedziela
Day 1st, 12.07.15, Sunday
Start: Lubiąż, Polska
Start: Lubiąż, Poland
Koniec: Drezno, Niemcy
Finish: Dresden, Germany
Dystans: 236 km
Distance: 236 km

Więc. Do przygody było nas dwie: Daga i ja. Ja, która zawsze chciała pojechać gdzieś stopem, ale nigdy nie miała okazji, i Daga, która miała znajomych z Erasmusa po Europie porozsiewanych. Jak jeszcze w Stanach byłam, wykluła się idea 'ej, jedźmy!' W czerwcu Daga poratowała mnie dachem nad głową w Krakowie, kupiłyśmy mapę, zaspałyśmy na zdjęcia o wschodzie słońca, ale za to po śniadaniu usiadłyśmy i zaznaczyłyśmy, gdzie możemy jechać. Klamka, znaczy decyzja, zapadła. Prosto ze SLOTu będziemy się błąkać i gubić! Jaj!
So, there was two of us for an adventure: Daga and me. Me who always dreamed about hitchhiking somewhere, but there's never been an opportunity, and Daga who has a lot of firends fro Erasmus all over Europe. The idea 'hey, let's go!' budded when I still was in the U.S.A. In June Daga let me crush over at her place in Kraków - we bought a map, overslept for sunrise photos but had enough time to sit down after breakfast to mark every place where we could go, We made the decision. After SLOT we're turning into wanderers! Yay!  

Z Lubiąża po SLOTcie wystartowałyśmy dosyć późno, bo koło 12-13, już nie pamiętam już dokładnie (to znak, że muszę pisać już zaraz tuż po, albo robić lepsze notatki!). Bo trzeba było się ze wszystkimi pożegnać, wyściskać, obiecać, że się spotkamy niedługo. Potem złożyć namiot i jeszcze na wszelki wypadek naładować telefon. 
After SLOT we set off late from Lubiąż, it was around noon-1 pm, I'm not certain the exact hour (that means I need to sit to write posts immediately or take good notes!). We had to say so many goodbyes, give away so many warm hugs, and make a lot of promises we gonna see each other sometime again. Then there was a tent to put back, and our phones to charge in the case we may need them.

I tu pojawił się pierwszy problem, bo większość SLOTu już była złożona, ale jakieś kontakty z prądem zachowały się w jednym z korytarzy części muzealnej. Potem nie dało się już zwlekać bardziej ani niczego odkładać - plecaki na plecy i w drogę...
With charging there were some issues because SLOT started disappearing (as Cheshire Cat would), and sockets with it. Finally we managed to plug in at the part with museum. Then we had no excuse but just to pick up all of our belongings and set off...

Oczywiście, najpierw poszłyśmy nie w tę stronę co potrzeba, ale Daga zostawiła mnie na ławce z rzeczami i poleciała ogarniać znaki. Musiałyśmy się wrócić. Rzeczywiście, w tę stronę nawet spotkałyśmy dwie dwuosobowe grupki autostopowiczów, które chciały się dostać do domu. Pomachałyśmy, uśmiechnęłyśmy się i stwierdziwszy, że tu za duży tłum, poszłyśmy dalej. Dobra decyzja - rozbiłyśmy się za zakrętem, gdzie była dosyć duża zatoczka i samochody mogły się spokojnie zatrzymać. 
Of course, we turned wrong way, but Daga got it straight after leaving me by a bench where I had to keep an eye on our backpacks. We had to turn the way we came, and then it seemed like the right direction. We met two couples of other hitchhikers on their ways home. We waved, smiled and decided to walk a bit further, since that spot looked pretty crowded to us.There was a nice spot to stop a car 200-300 meters ahead of us so cars would see us.

Nie, nie wiem, czy już wtedy Daga wspomniała, że jesteśmy w d***e. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że miejsce było idealne. Nie czekałyśmy dłużej niż 20 minut i już siedziałyśmy w autku, którego właściciel co prawda jechał do Wrocławia, ale... stwierdził, że podwiezie nas do Legnicy, 15 km w inną stronę. Jak na autostopowe świerzaki, dałyśmy się wyrzucić w centrum przy szpitalu. Błąd  numer jeden, ale przynajmniej zahaczyłyśmy o kościół. (;
Nope, I'm not sure it was then when Daga said 'we're screwed' for the very first time. From the perspective of time the place was just perfect. We didn't wait for the car to stop longer than 20 minutes. The driver was on his way to Wrocław, but  after few minutes of conversation he decided to make extra 15 kilometers to get us to Legnica. As complete newbies, we let him drop us off in the city center by the hospital. First mistake, but we stopped by a church at least. (;

Potem po chyba godzinie bezskutecznego łapania wsiadłyśmy w autobus miejski i dałyśmy się wywieźć bardziej na obrzeża miasta. Desperacja, upał i w ogóle. Tutaj było śmiesznie, bo szłyśmy chodnikiem z lewej strony, przechodziłyśmy przez rondo i nagle widzę - jakieś auto się zatrzymuje z prawej. 'Śmiesznie by było, jakby ktoś się dla nas tak zatrzymał' - mówię do Dagi, a byłyśmy jeszcze jakieś dobre 15 - 20 metrów od miejsca, w którym samochód stanął. Wtedy patrzę, drzwi się otwierają, kierowca wysiada, macha na nas ręką. Że on nas podwiezie, tylko gdzie jedziemy.
Then we got stuck for like an hour just to finally got on a bus to drive us to the edge of the city. Desperation, weather and so on. That was pretty funny, because we walked along completely different side of the road and passing the crosswalk by a roundabout there was a car stopped. 'It would be funny if he stopped for us' - I said to Daga, we were still 15-20 meters away. And right then the door opens and the driver shouts to us he's gonna give us a ride.

Pan nas wysadził przy zjeździe na autostradę na Drezno. Odjechał, Daga zdejmuje plecak, więc odłożyła nasz magiczny kartonik ze Zgorzelcem/Dreznem na ziemię, biedny.Nie no, przecież on nie może tak leżeć. A co jeśli przegapimy naszą następną szansę? Więc podniosłam kartonik, uśmiechnęłam się radośnie do nadjeżdżającego auta i... auto zjechało. Ja oszołomiona, nie bardzo wiem, co się właściwie stało, to nie była dosłownie nawet minuta od kiedy poprzedni kierowca odjechał. A panowie nam mówią, żebyśmy wsiadały, bo oni na Frankfurt lecą, to nas w Dreźnie wyrzucą.
The driver dropped us off by the ramp to the highway to Dresden and left. Daga was taking of her backpack, so the board with words Zgorzelec/Dresden was temporarily abandoned on the ground, poor little thing. But hell no, it can't be like that. What if we miss the opportunity of our life? So I picked the board up and smiled to a car getting closer and closer to us and... the car stopped. At first I wasn't sure what actually just happened, because it wasn't even a minute since the last driver left, and those guys are offering spots for us, because they're going to Frankfurt and Dresden is on their way...



W ten sposób w chyba cztery godziny byłyśmy na miejscu, racząc się kawą z McDonald's i łapiąc darmowe wi-fi (problemy pierwszego świata, nie?). Pół godziny później dołączyła do nas Klaudia, u której spałyśmy, w międzyczasie poznałyśmy dziewczyny wracające z jakiegoś festiwalu muzycznego, obładowane tak, jak my. 
That way we managed to reach our destination in around four hours. Coffee from McDonald's and free wi-fi was something we needed (first world problems, hum?). Half an hour later arrived  Klaudia who offered a couch for the night. Meanwhile we made friends coming back home from a music festival - they had as many stuff on them as we.


U Klaudii ogarnęłyśmy się szybko aby jeszcze zdążyć zobaczyć trochę miasta. I tu czekała na mnie niespodzianka! Znacie może ten grający podczas deszczu budynek? Tak, ten jeden z listy rzeczy do zobaczenia. Był on też i na mojej, ale... zapomniałam, że znajduje się w Dreźnie! Mojej 'ojej!' opadło siężko na ziemię, kiedy Klaudia wprowadziła nas na dziedziniec Kunsthofcośtam. Tak, tak, tak. Właśnie ten magiczny, grający w czasie deszczu budynek dane mi było zobaczyć!
At Klaudia's we cleaned up ourselves quickly and left to see the city. And there was a big surprise awaiting for me! Do you know that playing music when rains house? Yeah, the one from the list of things to see. It was also on mine, but... I had forgotten it's in Dresden! My 'ohhh!' felt heavily on the ground when we passed the gate end leaded by Klaudia we found ourselves at Kunsthofpassage. Yes, yes, yes. This magical, playing music on rain building was right there!



Tu jeszcze nie wiem, co za chwilę ukaże się moim oczom! Po prostu fajna brama, nie?
Here I'm still not aware what's behind! It's just a nice gate, isn't it?
















Potem już tylko podziwiać miasto o deszczowym zmierzchu.
Then we just wandered around admiring the city in the rainy evening.


Zboczenie zawodowe...
My professional deviation...


Trochę uroczych budynków.
Some cute buildings.


Parkometrów.
Machines to pay your parking spot.


Hipsterskich bud z żarełkiem, niestety zamkniętych. (Zakochałam się w falafelach, które zdają się przyjmować rolę tradycyjnego dania niemieckiego, zaraz obok kebabów).
Hipster food trucks, unfortunately closed. (I felt in love with falafel, which seems to be national German dish right next to kebab)


I graffiti w których Niemcy wprost toną, piękna sztuka.
And graffiti in which Germany seems to be just surrounded, beautiful art.


Jako, że jesteśmy w Niemczech, nie mogło się też obejść bez budki zdjęciowej.
Since we were in Germany a stop by a photo booth had to be.


A potem już tylko spacer, ciemniejące niebo, mżawka...
And then just wandering itself, the sky getting darker, the drizzle...


...piwo (cydr dla niektórych), długie rozmowy o tym, jak się wszystko układa...
...beer (or cider for some), long talks about life...


...i piękne, absolutnie piękne widoki na miasto nocą. 
...and stunning, absolutely stunning view for the city by night.